Przez cały lipiec mieliśmy jeden dzień bez deszczu. Liczyłam! Więc dziś, mimo wielkiego przypływu weny, udam się na słońce...
You come on like a drug
I just can't get enough
I'm like an addict coming at you
For a little more
Nie warto uciekać przed nieuniknionym, gdyż wcześniej czy później trafia się miejsce, gdzie nieuniknione właśnie przybyło i czeka.
- Terry Pratchett, "Pomniejsze bóstwa"
Jiddu Krishnamurti
Uwagi o życiu
52. Zazdrość
Słońce oświetlało jaskrawo przeciwległy mur, a odblask był tak silny że twarze obecnych w pokoju - przez kontrast - zdawały się szare. Mała dziewczynka zbliżyła się do mnie, bez żadnej ze strony matki zachęty, usiadła bliziutko i rozglądała się szeroko otwartymi oczkami, jakby dziwiła się co takie zgromadzenie ma znaczyć. Była czyściutka, ładnie ubrana, z kwiatami we włosach. Przyglądała się wszystkim wokoło bacznie i ciekawie, bez zapamiętywania, jak to dzieci zwykły czynić. Oczki miała żywe, błyszczące ciekawością, ale niezbyt wiedziała co ma w tej chwili robić - śmiać się czy bawić, skakać czy też wykrzykiwać. Wreszcie wzięła moją rękę i zaczęła przyglądać się jej z najwyższym zainteresowaniem, a za chwilę - nie zwracając najmniejszej uwagi na zgromadzone w pokoju osoby - usadowiła się wygodnie na dywanie i usnęła z głową na moich kolanach. Główkę miała kształtną, o szlachetnych harmonijnych liniach, a cała osóbka aż pachniała schludnością.
Przyszłość jej była tak samo niepewna j smutna jak innych obecnych w tym pokoju osób. Czekały ją rozterki, troski, ból, było to równie nieuniknione jak te blaski słońca na murze; bo wszak na to aby od bólu i trosk być wolnym, potrzeba najwyższej inteligencji, a zarówno wychowanie dzicwczynki jak i wszystkie otaczające ją wpływy sprzysięgną się na pewno aby do rozwoju lej inteligencji nie dopuścić.
Miłość - ów płomień bez dymu - jest w naszym świecie zjawiskiem tak rzadkim; w życiu najczęściej gryzący dym nas dusi, żre nam oczy, dławi gardło, wyciska łzy. Z poza gęstego dymu rzadko można dojrzeć płomień; a kiedy dym się zgęszcza i przybiera na sile płomyk zagasa. A przecie bez płomienia miłości życie ma tak niewielką wartość, jest jałowe i nużące; ale jakże ogień ma płonąć wśród kłębów gęstego dymu? Oba nie mogą istnieć jednocześnie; dym musi opaść, aby ogień mógł się w pełni rozjarzyć. Płomień nie walczy z dymem, gdyż ten nie jest jego rywalem, jego przeciwieństwem, płomień w ogóle nie ma rywali, ni wrogów. Dym nie jest płomieniem, nigdy nie może go w sobie zawrzeć, ale obecność dymu nie wskazuje tez bynajmniej na istnienie ognia; gdyż ten ogień jest od dymu wolny.
"Czy miłość i nienawiść nie mogą istnieć jednocześnie? Czyż zazdrość np. nie jest dowodem miłości? Trzymamy się w harmonii za ręce, a za chwilę sobie wymyślamy; unosimy się, mówimy sobie wzajem twarde słowa, a za godzinę znów ściskamy się serdecznie. Spieramy się, a potem godzimy wśród pocałunków. Czyż to wszystko razem nie jest miłością? Czyż same objawy zazdrości nie są oznaką kochania? Zdają się iść zawsze w parze, jak światło i mrok. Szybki i krotki gniew, a po nim zgoda i pieszczota: czyż nie wyrażają pełnimiłości? Wszak nurt rzeki czasem jest gwałtowny i rwący, a czasem cichy i spokojny; raz rzeka płynie przez mroczne wąwozy, to znów przez osłonecznione równiny, czyż nie stanowi to właśnie jej piękna?"
Co właściwie nazywamy miłością? Czy cały ten splot na który się składa rozkosz i zazdrość, żądza i pieszczota, ostre słowa i serdeczne uściski, twardość kłótni i słodycz powtarzającej się zgody? Tak, są to wszystko zjawiska zachodzące na polu tzw. miłości. Gniew naprzemian z pieszczotą są codziennym na tym potu zjawiskiem, nieprawdaż? A my staramy się ustanowić jakiś związek i stosunek pomiędzy tymi różnymi, a faktycznie istniejącymi wzruszeniami, albo też porównujemy je ze sobą. Używamy jednego faktu - wzruszenia dla potępienia lub usprawiedliwienia innego, który zachodzi na tym samym polu, albo staramy się znaleźć jakąś łączność pomiędzy czymś w obrębie tego pola, a czymś poza nim. Nie ujmujemy nigdy żadnego zjawiska oddzielnie, a staramy się odkryć jakieś pomiędzy nimi wzajemne stosunki i zależności. Dlaczego tak sobie poczynamy? Wszak można zrozumieć każde zjawisko, a więc i te wzruszenia, tylko wówczas, gdy nie używamy innych zjawisk znajdujących się w na tym samym polu, jako środka do zrozumienia tych o które nam chodzi, gdyż takie łączenie wprowadza tylko chaos i zamieszanie pojęć. Ale dlaczego tak nam chodzi o to porównywanie? Dlaczego przenosimy znaczenie jednego zjawiska na drugie, lub używamy go jako rodzaju kompensaty i wytłumaczenia?
"Zaczynam rozumieć co macie na myśli. Istotnie powstaje pytanie dlaczego to robimy?"
Czy można zrozumieć jakieś zjawisko poprzez zasłonę wyobrażeń czy też pamięci? Czy mogę zrozumieć istotę zazdrości bo przed chwilą ściskałam serdecznie twą rękę? Jedno i drugie ma miejsce, i zazdrość jest faktem i pieszczota jest faktem, ale czy mogę wniknąć w cały proces zazdrości mając w pamięci naszą serdeczność? Czy pamięć pomaga do rozumienia? Wszak to pamięć porównuje, usprawiedliwia, potępia, modyfikuje czy utożsamia; ale czy może przybliżyć rozumienie? Podchodzimy do zjawisk - wzruszeń zachodzących na polu tzw. "miłości" - z pewnym określonym pojęciem, z przyjętym z góry wnioskiem. Nie zatrzymujemy się nad samym faktem zazdrości i nie obserwujemy go spokojnie takim jakim jest, a chcemy go od razu wtłoczyć w ramy własnego wyobrażenia czy wniosku; czynimy to po prostu dlatego że w istocie wcale nie pragniemy zrozumieć zjawiska zazdrości. Wrażenia jakich nam dostarcza zazdrość są równie podniecające jak pieszczoty; ale chcielibyśmy aby te podniety były niejako odbarwione, wolne od przykrości i udręczeń jakie zazwyczaj zazdrości towarzyszą. Stąd starcia, zamęt i walka w obrębie pola które zwiemy "miłością". Ale czy to jest miłość? Czy miłość to pojęcie, wrażenie, podnieta lub emocja? Czy miłość jest równoznaczna z zazdrością?
"A czyż rzeczywiste nie jest otulone ułudą? A ciemność czy nie otacza światła? Czy nawet Bóg nie jest zamknięty ograniczeniem?"
To są tylko słowa, pojęcia, przypuszczenia, więc nie mają żadnej wartości. Takie opinie tylko wzmagają wrogość między ludźmi, nie zawierają one Prawdy ani do niej nie zbliżają. Gdzie jest światłość tam nie ma mroku. Mrok nie może ukryć światłości; a jeśli ją skrywa tedy jej nie ma. Gdzie jest zazdrość tam nie ma miłości. Żadne pojęcie nie może przysłonić ani zastąpić miłości. Aby istniał jakiś kontakt, jakiś wzajemny stosunek, musi być coś wspólnego, a miłość nie pozostaje w żadnym do wyobrażeń stosunku, więc pojęcia nie mogą się nigdy spotkać z miłością. Miłość jest płomieniem bez dymu.
Rodzice oglądali telewizję i mama powiedziała: "Jest już późno, jestem zmęczona, pójdę spać".
Poszła do kuchni zrobić kanapki dla nas na jutrzejszy lunch, wypłukała kolby kukurydzy, wyjęła mięso z lodówki na dzisiejszą kolację, sprawdziła, ile jest płatków śniadaniowych w puszce, nasypała cukru do cukierniczki, położyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano. Potem włożyła już upraną odzież do suszarki, załadowała nową partię do pralki, uprasowała koszulę i przyszyła guzik. Sprzątnęła ze stołupozostawioną grę, postawiła telefon na ładowarkę i odłożyła książkę telefoniczną do szuflady. Podlała kwiaty,opróżniła kosze na śmieci i powiesiła ręcznik do wysuszenia. Potem ziewnęła, przeciągnęła się i poszła do sypialni.
Zatrzymała się przy biurku i napisała kartkę do nauczyciela, odliczyła trochę kasy na wycieczkę w teren i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem. Podpisała kartkę urodzinową dla przyjaciółki, zaadresowała kopertę i nakleiłaznaczek oraz zapisała, co kupić w sklepie spożywczym. Obie kartki położyła obok torebki.
Potem mama zmyła twarz mleczkiem "trzy w jednym", posmarowała się kremem "na noc i przeciw starzeniu", umyła zęby i opiłowała paznokcie. Tata zawołał: "Myślałem że poszłaś do łóżka". "Właśnie idę" - odpowiedziała mama. Wlała trochę wody do miski psa i wypuściła kota na dwór, potem sprawdziła, czy drzwi są zamknięte i czy światło na zewnątrz jest zapalone.
Zajrzała do pokoju każdego dziecka, wyłączyła lampki i telewizory, powiesiła koszulki, wrzuciła brudne skarpety do kosza i krótko pogadała z jednym z dzieci, jeszcze odrabiającym lekcje. W swoim pokoju mama nastawiła budzenie,wyłożyła ubranie na jutro, naprawiła stojak na buty. Dopisała trzy rzeczy do listy sześciu najważniejszych czynności do wykonania. Pomodliła się i wyobraziła sobie, że osiągnęła swoje cele.
W tym samym czasie tata wyłączył telewizor i oznajmił w powietrze: "Idę spać". Co też bez namysłu uczynił.
Coś nadzwyczajnego w tej historii? Zastanawiasz się, dlaczego kobiety żyją dłużej? Bo jesteśmy skonstruowane na długi przebieg i nie możemy umrzeć wcześniej, bo tyle mamy jeszcze do zrobienia!
Wyślij dziś tę historię do 5 fantastycznych kobiet - na pewno będą Ci wdzięczne.
A potem IDŹ SPAĆ!!!
.

Hey, we got to make some time for the stuff that you can't buy
And get a life 'cos you know all that serious stuff ain't no fun
Who says you can't be happy all the time?
I know but I'm still gonna try
Hey let's all go out tonight
Why don' t you and me go out and have a good time?
Make our life a supernatural high
Cos we're both leaving all that bad stuff far behind
Hey there's gonna come a time you kiss it all goodbye
So get a life 'cos you ain't got a clue when that day's gonna come
Who says you can't be happy all the time?
I know but I'm still gonna try
Who says you can't be happy all the time?
Say what you like but I'm still gonna try
But I'm still gonna try
.
Odpowiedzi:
- Przyświeć zapalniczką przy wlewie paliwa i zobacz sama! Potem wlej ropę. Bo jeśli benzyniak, to nie doczekasz "potem".
- Nie ściemniaj koleżance. Słuchaj. Jeśli samochód jest koloru niebieskiego lub zielonego, lejemy ropę. Jeśli żółty, to na gaz. Do reszty lejemy benzynę. I od razu wymień powietrze w kołach na letnie. W tym roku modne jest górskie.
- Najlepiej nalej wody. Wtedy w serwisie udzielą ci wyczerpujących informacji.
- Jak samochód robi brum brum to jest benzyniak, a jak kle kle to ropniak. A jeśli robi brum i kle - śmiało lej gaz.
***
Każdy ma swoje słabsze dni...
Ok, długo się wahałem, czy opisać tę traumatyczą sytuację, ale opiszę. Po pół roku zepsuła mi się zmywarka. Co któreś tam mycie przerywała, stawała, pikała, mrugała do mnie złowieszczo na czerwono i zielono. A ja nie wiedziałem, o co chodzi. Tzn. wiedziałem tylko, że mam przechlapane, bo muszę domywać naczynia ręcznie.
W końcu zadzwoniłem po fachowca. Wpadł w jednolitym kombinezonie jak należy. Postawił wielką walichę na ziemi, plastikowy kuferek z narzędziami na blacie, wkrętarkę obok, jeszcze bardziej obok plik papierów do podpisu po naprawie, po czym pochylił się, przekręcił kurek pod zlewem i orzekł: Wodę miał pan zakręconą. I poszedł.
No więc, moi mili, przez pół roku myłem naczynia w zmywarce, do której woda leciała co najwyżej jak gile z nosa. Czyli bardzo wolno.
- Do większych idiotów jeździłem - skomentował dobrodusznie pan fachowiec przed wyjściem.
Czyli jednak są więksi? Uff!
(znalezione w Necie)
.
+ no to miły układ chyba
- tak
lubię mądre kochanki
+ :)
ja też
- koniec końców są lepsze od żon i miłości życia
+ hmmm
- bo tam zwykle brakuje szacunku
+ aha
brak szacunku jest najgorszy
- i nie ma tego całego cyrku z przerzucaniem odpowiedzialności za własne uczucia
+ no...
.
A
niby tak... aleś ty racjonalna :p
B
i wszystkie dania na wynos
z knajpy z fast foodu
i kebaby OUT
A
To może jeszcze seks aut
i czas umierać...
B
nieeee
seks IN
zamiast chipsów - seks
zamiast piwa - seks
zamiast pizzy - seks
życie będzie piękne
i figura też
;)
.
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 32 314 (wersja testowa)
I never resist temptation because I have found that things that are bad for me, or for you, do not tempt me.
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||